Realacje z samorządowcami
Beata Zalot, redaktor naczelny Tygodnika Podhalańskiego
To smutne, ale mimo kilkunastu lat demokracji są jeszcze na naszym terenie samorządowcy, którym wydaje się, że „są pierwszymi sekretarzami”.
Naszą rolą jest patrzenie notablom na ręce i nic dziwnego, że tego nie lubią. Nie muszą nas kochać. Wystarczy, byśmy się szanowali i wzajemnie rozumieli swoją pracę. By samorządowcy pamiętali, że udzielanie nam informacji nie jest ich dobrą wolą, ale obowiązkiem wynikającym z prawa. A z tym bywa różnie. Władze Czarnego Dunajca nie tylko niechętnie z nami rozmawiają, przestały nam nawet przysyłać zaproszenia na sesje rady gminy. Pani burmistrz Rabki też chciałaby bardzo, żeby pisać o niej tylko pochlebne rzeczy. Jeszcze dalej poszli opozycyjni radni z powiatu nowotarskiego. Wymyślili, by rzecznik prasowy starostwa cenzurował teksty dziennikarzy przed drukiem. Osobiście najbardziej chwalę sobie współpracę z burmistrzem Nowego Targu Markiem Fryźlewiczem, który mimo wielokrotnych niepochlebnych tekstów i przytyków pod jego adresem, nie obrażał się na mnie. Podobne zdanie mam o Andrzeju Gąsienicy Makowskim, staroście tatrzańskim. Także kontakty z władzami Zakopanego w porównaniu z relacjami z poprzednią ekipą znormalniały, na krytykę nie reagują alergicznie. Zobaczymy, jak będzie dalej.
Przemysław Bolechowski, reporter Radia Kraków w Zakopanem
Dziennikarz nie może być delikatny. Uświadomił mi to już kilka lat temu jeden z naczelników zakopiańskiego Urzędu Miasta wywalając mnie za drzwi. To niestety nieodłączna cecha zawodu dziennikarza. I ja pozbyłem się już złudzeń – nigdy nie będzie sytuacji, aby na styku urzędnik – dziennikarz nie dochodziło do spięć i awantur. Urzędnicy i władze miasta zawsze chcą, aby o nich i ich pracy mówić tylko dobrze, tymczasem my jesteśmy od tego, aby patrzeć im na ręce. I stąd zapewne niedawno usłyszane przeze mnie słowa od jednej z pań w zakopiańskim urzędzie, że dziennikarze to tałatajstwo. Człowiek się więc przyzwyczaja do żądań autoryzacji czy nawet zapowiedzi, że czas jaki spędzę w gabinecie burmistrza będzie liczony na stoperze. Wiele zmieniło się na lepsze w zakopiańskim urzędzie. Niestety nie wszystko.